Historia jak kupiłam Dziwną, think what you wish for

Historia jak kupiłam Dziwną, czyli uważaj czego sobie życzysz (think what you wish for)

W pewnym momencie mojego życia, nie moge poweidzieć, że było to ostatnio, zauważyłam, że jak tak chodzę i gadam, gadam, gadam w kółko to w końcu to się dzieje.
Na przykład gadam:
„We wrześniu zachodzę w ciążę i już wiecej nie chodzę do pracy“. We wrześniu zachodzę w ciąże, mimo, ze przez poprzednie 3 lata się nie udawało. Idę na macierzyński i wychowawczy, a potem moja firma mnie zwalnia tak, że przez następne 7 lat nie chodzę do pracy.
Ale dziecko jest już duże, ma 7 lat, idzie do szkoły, więc wypowiadam „JAaaa od września idę do pracy“. Mieszkam w Niemczech, nie znam niemieckiego, nie wysyłam jednego cv, idę z kumplem się wspinać i on zabiera mnie do firmy, w której zatrudniają mnie przez następne 10 lat.
Tak było z Dziwną.
Od kiedy zostałam żeglarzem w wieku 10 lat powtarzałam, że na starość kupuje jacht i płynę w rejs dookoła wszystkich kontynentów.
Gdy PZŻ ogłosił przetarg na jotki, jachty klasy j80, w Marinie Trzebież, bardzo się napaliłam. Ale robiąc zawodowo projekty informatyczne dotykające rózńych zagadnień postanowiłam zrobić rozpoznanie, sprawdzić jak to ugryźć. Obdzwoniłam stocznie jachtowe, porty na wybrzeżu, odpytałam nowo zapoznanych kapitanów, którzy zbudowali jachty, co, jak, za ile, trafiłam nawet do konstruktora z Gdańska. Z analizy wynikało, że projekt jest beznadziejny, tego się nie da zrobić. Stoczni jachtowych prawie nie ma, to nie PRL, na słowo jacht ceny skaczą 10 razy. Podziękowałam.
Dzień przed końcem przetargu zadzwonił Michał Wołodyjowki, nie że on z nazwiska Wołodyjowski, tylko po nazwie jachtu, też j80.
- „Ela, kupujemy wszystkie 4 jotki Trzebieskie jako Stowarzyszenie. Wypadł nam jeden kolega. Dołacz do nas“
- ???
Poczułam, że tak długo wypowiadałam życzenie, że gdy odpuściłam, to Wszechświat się o nie upomniał. Drugiej szansy nie będzie.
Zawsze moge nie wygrać przetargu, pomyslałam.
- Dobra Michał. Ale chcę Dziwną. Ona była moja pierwszą jotką. -
W międzyczasie cena wywoławcza za łódkę spadła z 5tys na 1tys.
Zaproponowałam 1111PLN, symetrycznie.
Za tyle ją kupiłam, puls Vat. Piana z Ina, dwie następne jotki, nota bene w tym samym stanie, poszły za 10-15 razy więcej. Rega nie została sprzedana, bo już był własiciel. Koledzy ze Stowarzyszenia Wołodyjowski nie dostali żadnej.
I tak zostałam Armatorem.
Ta Pizda od tej Dziwki Dziwnej.
Ale to już zupełnie inna historia, - jak zostałam zdeterminowaną feministką.
Czasem, gdy prace utykają w miejscu, i już naprawde nie wiadomo co robić, spotykam ścianę, brak pomysłów, brak rozwiązań, brak kasy, myśle tak: Wszechświat chciał, żebym miała Dziwną, to wszechświat pomoże.
Już 5 rok, prowadzę budowę na Wszechświat i na Blondynkę.
W tym czasie opanowałam używanie różnych narzędzi, w tym diaksa, czyli szlifierki kątowej w gwarze warszawskiej. Nauczyłam się spawać. Ostatnio biorę drwalstwo, czyli buduję z drewna.
Mam swoje wolontariuszki: Łom Łumen, Beatę Drwal i Lotopałankę.
Mimo różnych sztormów, które przelatują przez naszą historię, jestem optymistką.
Chaos magic, dziwna zakręcona energia.
ps.
Brzmi jak ze Szreka, Wróżka Chrzestna, musisz tylko wypowiedzieć życzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz